VirtualBox
BzArEx | Luty 18, 2009Chciałbym przedstawić dość mało znany, w porównaniu do Parallels czy VMware, program tworzący na naszych macach maszyny wirtualne. Dzięki nim będziemy mieli szybki dostęp do wielu dystrybucji Linuxa, FreeBSD oraz wszelakich okienek począwszy od 3.1 aż na Windows 7 kończąc.
Czemu w ogóle zajmuje się tym programem firmy Sun? Ma on jedną wielką zaletę, jest darmowy! Można go pobrać oraz używać bez ograniczeń. Jest to program multiplatformowy, więc dostępny na wiele systemów naraz. Cały czas jest on rozwijany, co jest kolejnym powodem aby się nim interesować. Aktualizacje są dość częste. Jednak czy to wystarcza do w miarę wygodnej pracy? To właśnie chcę sprawdzić.
Moje testy przeprowadzam w oparciu o Windows XP SP2, w natywnym systemie Mac OS X 10.5.6. Instalacja przebiega w dość intuicyjny sposób. Wybieramy ilość RAM jaką komputer ma mieć zarezerwowaną dla wirtualnej maszyny, tworzymy nasz wirtualny dysk twardy, dokonujemy w opcjach nieco bardziej zaawansowanych poprawek (akceleracja 3D, ilość pamięci dla karty graficznej, sieć itd.). No i dźwięk. Aby działał poprawnie należy w opcjach oczywiście zaznaczyć odpowiednie pole, oraz jako host dla sterownika audio wybieramy CoreAudio, a poniżej ICH AC97
Sama instalacja przebiega dokładnie tak samo jak w BootCamp, czy zwykłym PC, z tą różnicą, że w oknie OS X i zamiast fizycznego dysku w menu widzimy nasz przed chwilą utworzony obraz. Pojawia się tutaj również pewien zgrzyt. Podczas instalacji XP musimy zaakceptować licencję klawiszem F8 z jakiś powodów nie działa to prawidłowo. Jest na to jednak sposób, na Macu wystarczy wciąć klawisze fn i F8, a wszystko pójdzie dalej, już bez większych problemów. Instalacja trwa dość długo, około 30 minut, co raczej nie powala.
Zaraz po znalezieniu sobie jakiegoś programu antywirusowego
Powinniście, a do wygodnej pracy musicie zainstalować Guest Aditions, robimy to z poziomu menu naszej maszyny wirtualnej. Dzięki temu uzyskamy: znacznie zwiększą prędkość działania, oraz dodaje funkcję dynamicznej zmiany środowiska. Nigdzie nie musimy klikać, praca odbywa płynnie.
Można kopiować i wklejać między systemami różne teksty. Oczywiście w obie strony (cmd+c – ctrl+v, ctrl+c – cmd+v). Jak napisałem wcześniej aplikacja jest często aktualizowana. Dzięki temu, musiałem usunąc większą część recenzji (omówienie problemów z siecią), które w najnowszej wersji już nie występują. A do tego pojawiła się dynamiczna zmiana rozdzielczości (przedtem nie działało to poprawnie).
Jak działają wszelakie programy? Po po prostu działają. Nieco ospale, jednak wyłączenie wszelkich upiększaczy systemu poprawia komfort pracy. Do okazjonalnych prac jak wypełnienie deklaracji PIT, czy nawet na testy Waszych stron internetowych pod IE VirtualBox najzwyczajniej w świecie się nadaje.
Czy ten ten program nie ma wad? Oczywiście, że ma. Chodź by pewna ospałość, wiele pomniejszych bugów, sukcesywnie poprawianych, ale jednak. Jedno trzeba uczciwie powiedzieć, wszelkie wady blakną przy cenie 0 PLN. Nie każdego stać na płatne rozwiązania. A VirtualBox spełnia swoje zadanie należycie.
Praca w Office 2007, Total Commander, testy stron pod IE, uruchamianie okazyjnych programów pod Windows, Linux, czy FreeBSD. Aż po nie inwazyjne testy tychże systemów. Wszystko to z pewnością znajdziecie w aplikacji VirtualBox!
Teraz wiem jeszcze jedną rzecz, warto było czekać z opublikowaniem tej recenzji. Bo pomimo tego, że o 2/3 krótsza od poprzedniej, to przedstawia stan taki jaki jest obecnie. Poprzednio miałem problemy z folderem wymiany i w ogóle z siecią. Lecz aktualizacja skutecznie je połatała. Cieszę się, że chodź minimalnie, ale przybliżyłem Wam tę ciekawą alternatywę.





